czwartek, 30 kwietnia 2009

Nagi motyl


legenda meksykańska

Dawno, dawno temu Nietoperz był najpiękniejszym ptakiem ze wszystkich latających stworzeń.
Jednak nie zawsze tak było, były tez czasy jeszcze dawniejsze - wtedy był nietoperz najbrzydszą, i najbardziej nieszczęsną ziemską kreaturą. Zwano go Nagim Motylem.
Ponieważ był całkiem nagi, nic nie chroniło jego smukłego ciałka i ciągle marzł.
Brzydki, drżący i zziębnięty wzniósł się więc pewnego dnia w niebo i poleciał do Stwórcy, prosić o pióra. Stwórca nie miał dla niego piór, wiec rzekł :
" Wróć na ziemię i w moim imieniu proś, aby każdy mieszkający tam ptak ofiarował ci jedno pióro".
Nietoperz zwrócił się o pomoc do ptaków , jednak bardzo chciał być ładny i poprosił tylko te, które miały najpiękniejsze pióra. Posłuszne woli Stwórcy kolorowe papugi, dumne orły, szybkie jastrzębie, zwinne zimorodki, łowne myszołowy, bursztynowe słowiki, tęczowe kakadu, barwne ary - one wszystkie ofiarowały mu swoje pióra, a nietoperz ustroił się w nie przepięknie.
Od tej chwili , przecudnie upierzony, latał nietoperz tam i z powrotem, rozkładając swoje barwne skrzydła i budząc zachwyt innych ptaków. Powiadają nawet, że pewnego razu ruch jego skrzydeł rozwinął na niebie kolorową tęczę.
Był Nietoperz wcieleniem piękna. [ Era la encarnacion de la belleza]..
Mijały dni,tygodnie i miesiące, aż stało się tak, że barwny, piękny nietoperz wzbudził zazdrość i wreszcie nienawiść innych ptaków. Delegacja mieszkańców nieba wzbiła się więc pewnego dnia wysoko w obłoki i poleciała do Stwórcy, poskarżyć się na strojnisia.
"On chwali się przed nami cały czas, chełpi, pyszni, pokazuje nam swoje skrzydła jak najcenniejszą zdobycz, bez choć jednego piórka wielu z nas jest zimno ..."
wygadywali jeden przez drugiego..
Rozgniewany Stwórca rozkazał Nietoperzowi za karę powtórzyć gesty, którymi ten tak bardzo obraził swoich towarzyszy. Tak długo trząsł więc nieszczęsny skrzydłami, że wkrótce znów stał się nagi. Ci, którzy pamiętają te dni, wspominają , że przez cały dzień z nieba leciał na ziemię deszcz kolorowych piór.
Od tego czasu Nietoperz lata tylko nocą, szybko i nerwowo przemierza niebo, polując na pióra, których nie może juz znaleźć. I nigdy się nie zatrzymuje, aby nikt nie mógł zobaczyć , jak bardzo jest brzydki.

*******
Czytaliśmy dziś tę meksykańską legendę na hiszpańskim. Mimo że próżny samolub był z tego nietoperza, żal nam się go jakoś zrobiło.. Taki biedny, goły i jeszcze brzydki.
A. powiedziała nam na zakończenie przysłowie :
`Dime que presumes, y te digo de que careces` : ` Powiedz mi, czym sie chwalisz, a powiem ci, czego ci brak.. `
A wy, co o tym myślicie ? Czy naprawdę zasłużył ?

środa, 29 kwietnia 2009

Paragraf

O takich jak ona zwykło się mawiać 'dziewczyna z sąsiedztwa'. Jest z tych miłych, z tych oazowych, szczerych dziewczyn.
Ma jasnobrązowe, potargane włosy,kolorowy sweterek narzucony na sprany tshirt, dżinsową spódnicę. Jest w niej dużo dziewczęcej świeżości : gładka okrągła twarz, gołe kolana, krótkie paznokcie. Dziś, gdy wbiegałam spóźniona, przeskakując po dwa stopnie - widziałam w parku rower oparty przy schodkach, pewnie przyjechała tu rowerem.
Na korytarzu mijam ją kilka razy wychodząc po kawę, wodę, w drodze do kuchenki, na spacerze na taras. Widzę jak chodzi po salach i notuje. Przysiada na fotelach i na skraju łożek, na kolanach rozpościera duzy notes, pełen zakładek i skreśleń. Studentka ? Wolontariuszka ?
Wchodzi do pokoju, wnosi zapach parku, roweru, ciepłego popołudnia. Uśmiecha się slonecznie , majowo, ma szare oczy bez cienia makijażu.
- Dzień dobry, czy mogę zadać panu kilka pytań ? Jestem studentką psychologii, piszę pracę magisterską i... Tylko kilka, nie będę męczyć..
- Proszę, proszę , jeśli tylko będę umiał..
- Co pan sądzi o e u t a n a z j i ?
Nad białą kartką zawisa długopis, jak niebieski paragraf .Skazujemy pana na wyrok śmierci.
T. odwraca głowę, nie patrzy na gościa, patrzy w okno, za którym widać zimozielone drzewo.
- Pani
pozwoli - mówi - pani pozwoli, że ja dziś pani nie odpowiem.

Hospicjum, dzień trzynasty.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Kolorowi ludzie

"(...) Gdy samochody mijały nas, wznosiła się za nimi czarna chmura kurzu i cały ten kurz leciał na nas. Było bardzo nieprzyjemnie, więc powiedziałam :

-Fe, jak okropnie się kurzy.

Wtedy Lasse zapytał mnie, dlaczego tak mówię. Dlaczego nie mówisz : "Fe, jak słońce świeci" albo "Fe, jak ptaszki śpiewają" - dopytywał się. Kto to postanowił, że ma się lubić, gdy słońce świeci, a nie lubić gdy się kurzy ? "

Astrid Lindgren " Dzieci z Bullerbyn" s. 259



------------------------------------------------



Spotykam ich częściej, niż to zauważam. Dopiero później, znacznie później, gdy minie mi gniew ze spotkania - widzę, jak bardzo byli różni.

Bez nich smutki byłyby mniej czarne, czekolada mniej słodka, a miłość zaledwie letnia.

Nieprzewidywalni. Wiedzą, czego nie powinni mówić , i zawsze to mówią . Nie mają pojęcia co należy zrobić, i skwapliwie tego nie czynią.

W gniewie strzelają na oślep. Nie biorą jeńców. Jak trzeba - poszczą i klną. Jak można - piją po spód. Są burzą mózgów w dyskusji, karczemną awanturą przy barze, pyskówką na naradzie, papierkiem lakmusowym imprezy, solą mdłej potrawy zwanej poprawność.

Męczący, nieznośni, apodyktyczni, trudni. Niezastąpieni, niezapomnieni, niezbędni.

Kolorowi ludzie.

Tylko oni warci pamięci.





Smak niebieskich migdałów

Badania. Zamiast znaleźć czas na chwilę zatrzymania, oszukuję sama siebie, że będzie dobrze.
Brak dowodu nie jest dowodem braku.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Świtem latem


O świcie w lesie za oknem ptaki wyśpiewują jak na Colargolu. Dobrze pamiętam czołówkę tej dobranocki - na gałązkach filcowego lasu siedziały pękate ptaszęta i wyciągały trele.. Sam Colargol tez lubił śpiewać, niestety.
Dziś zza okna budzą mnie trele tak równe i dokończone, że aż nierzeczywiste.
W betonowej studni między blokami szczeka pies. Jego niski głos niesie się echem, wznosi do moich szyb, na moja wieżę ze snu. Rano odgłosy lasu są czyste. Nie mieszają się jeszcze z odgłosami znad miasta, ze stoczni, z ulic, z morza. Tej czystej ciszy będzie mi po przeprowadzce brakowało.

Śniłam dziś wyczekiwane i niespodziewane spotkanie. Wyciągnęłam rękę. Jestem alejadrzew, powiedziałam, i wydało mi się to normalne.
Było ciepło i jasno. Kot łapał obudzoną wiosną osę na lśniącej słońcem szybie.
Trzeba wstawać.

niedziela, 26 kwietnia 2009

ile słońca w całym mieście

.. popatrz !
Szlifują bruki, wdychają pyłki, wąchają spaliny, łykają jod, spacerują z psami, dziewczynami, chłopakami, wózkami, biegiem za pociechami, świńskim truchtem po bulwarze, statecznie z kościoła, pospiesznie na obiad, leniwie na kawę, stadnie, solo, małżeństwa, pary obojga płci, single, emeryci, pod rekę, za rękę, objęci, oddaleni,on przodem, ona z tyłu, wystrojeni, wyluzowani, na sportowo, na elegancko, blade twarze, opalone solarki, kitki, koki, dredy, jeże, czapki, kapelusze, bejsbolówki, łysi, w szpilkach, trampkach, conversach, kaloszach ( widziałam ! ), botkach ( współczuję ! ), sandałach, z ipodem, z walkmanem, z telefonem, z analogiem, z cyfrą, z kamerą, z ręką w kieszeni, z kieszenią jak ocean..
..dobrze że wiosna przyszła.

Trzy osoby

- Tatusiu, dasz mi 100 zł ?
- 50 ? po co ci 20 ? Przecież masz 10 !

Dla niektórych najważniejsze są w życiu trzy osoby : me, myself and I.

sobota, 25 kwietnia 2009

Celtycki Tygrys zdechł

.... czyli kocham cię jak Irlandię

REKRUTACJA 2
Jest drobna, zabiedzona nawet. Biała bluzka podkreśla bladość jej twarzy. Twarzy okolonej delikatnymi blond włosami, w której fosforycznie świecą dziwnie niebieskie oczy. Nosi chyba jakieś intensywne soczewki, które nadają jej oczom lekko nieobecny i sztuczny wyraz.
Musze tu wrócić, bo tam nastały ciężkie czasy. Celtycki Tygrys zdechł, nieruchomości okazały się gigantyczną bańką mydlaną, która pękła, pozostawiając po sobie kolejki bezrobotnych, biedę, ogonki za pracą. Muszę wrócić. Dlaczego tu ? Dlaczego nie do Łodzi ? Nie, tam nie, powrót tam byłby powolnym emocjonalnym umieraniem, porażką, czekaniem na starość.
Jest zadziwiająco szczera jak na pierwszą rekrutacyjną rozmowę i zadziwiająco smutna jak na swój wiek. Najwyraźniej kop od życia zostawił w niebieskich oczach smutek, którego nie skryje żaden kolor soczewek. Kopów nie planujemy przecież, skąd mielibyśmy wiedzieć, kiedy na nas zagwiżdżą i zdejmą nas z boiska ? Kiedy, i czy w ogóle będziemy mieli dosyć szczęścia , że usiądziemy na pełnej już ławce rezerwowych ?
Pokazuje nam swoje prace - pełne światła i wyczucia formy, wrażliwe na kolor, dobre. Gdy opowiada o nich - smutek na chwilę ją opuszcza. Na krótką chwilę.

Po jej wyjściu zostajemy z wątpliwościami.
Zobaczymy. Stay tuned.

100 słów

Na zaprzyjaźnionym blogu fotograficznym ( btw : Ćwiru, dzięki za pomysł !)przeczytałam o idei 100 tematów fotograficznych. Rzucona idea : po jednym zdjęciu na jedno słowo, aż do zapełnienia listy. Kolejność dowolna, czort z kolejnością.
Tak mnie kusi, a może by po małej pisanej etiudzie na każde słowo ?
Długość tekstu też dowolna. Czort i z długością : PISANIE zapewne i tak zajmie wieki.. Nie mówiąc o CZYTANIU. I czy znajdą się cierpliwi czytelnicy ?
Może spróbuję, bardzo mi się ta idea podoba. Jakby tak policzyć, kilka słów już mam w archiwum...


1. Introduction
2. Love
3. Light
4. Dark
5. Seeking Solace
6. Break Away
7. Heaven
8. Innocence
9. Drive
10. Breathe Again
11. Memory
12. Insanity
13. Misfortune
14. Smile
15. Silence
16. Questioning
17. Blood
18. Rainbow
19. Gray
20. Fortitude
21. Vacation
22. Mother Nature
23.Cat
24. No Time
25. Trouble Lurking
26. Tears
27. Foreign
28. Sorrow
29. Happiness
30. Under the Rain
31. Flowers
32. Night
33. Expectations
34. Stars
35. Hold My Hand
36. Precious Treasure
37. Eyes
38. Abandoned
39. Dreams
40. Rated
41. Teamwork
42. Standing Still
43. Dying
44. Two Roads
45. Illusion
46. Family
47. Creation
48. Childhood
49. Stripes
50. Breaking the Rules
51. Sport
52. Deep in Thought
53. Keeping a Secret
54. Tower
55. Waiting
56. Danger Ahead
57. Sacrifice
58. Kick in the Head
59. No Way Out
60. Rejection
61. Fairy Tale
62. Magic
63. Do Not Disturb
64. Multitasking
65. Horror
66. Traps
67. Playing the Melody
68. Hero
69. Annoyance
70. 67%
71. Obsession
72. Mischief Managed
73. I Can't
74. Are You Challenging Me?
75. Mirror
76. Broken Pieces
77. Test
78. Drink
79. Starvation
80. Words
81. Pen and Paper
82. Can You Hear Me?
83. Heal
84. Out Cold
85. Spiral
86. Seeing Red
87. Food
88. Pain
89. Through the Fire
90. Triangle
91. Drowning
92. All That I Have
93. Give Up
94. Last Hope
95. Advertisement
96. In the Storm
97. Safety First
98. Puzzle
99. Solitude
100. Relaxation

piątek, 24 kwietnia 2009

Jeden dzień z życia projektanta


Potwierdzić zawór przyłączeniowy PRACCR do grzejnika ARMONIA PRCR-V.
Zaakceptować zawór powrotny chrom do koloru bahama beige.
Skoordynować czujki ppoż oraz czujki przeciwstłuczeniowe na szkło na 250 m2 na skosach poddasza.
Przeforwardować zamówienie na baterię wg wariantu 2b z 19_04_09 ( tylko w strefie piwnic ! ).
Uspokoić klientkę, że w szafie 115 cm uda sie zmieścić dwa rzędy garniturów i koszul ( nie uda się ).
Sprawdzić, czy w zamówieniu 30 rolek tapety na klatkę schodowa ze skosami i zabiegiem nie ma błędu w obliczeniach ( jest).
Przeanalizować, czy detal osadzenia siedziska z kamienia w kabinie prysznicowej nie wygeneruje problemu z brudem i stojącą wodą pod siedziskiem ( wygeneruje). Poprawić i wysłać przedmiotowy detal.
Doprowadzić do rozszerzenia naszych uprawnień na ftp, aby możliwe było zapisywanie plików na outbox i inbox wraz ze zmianami ( doprowadzono).
Ocenić, czy choinka na Placu Grodzkim o wymiarach 12.0 x 6,0 wymaga fundamentu, jeśli tak, to jakiego. Oświadczyć pisemnie, z numerem wg kodu i datownika, że nie wymaga.
Porównać marmur Portoro Oro z marmurem Black `n Gold ( na niekorzyść Portoro Oro).
Narysować detal lambrekinu pod gzymsy sztukatorskie, z uwzględnieniem obciążeń, oświetlenia ledowego, obudowy grzejnika i szerokości zasłon. Detal wydać.
Dobrać trzy rożne tapety od dwóch producentów do jednego pomieszczenia, pamiętając o kamieniu na blacie, fornirze na stole, tapicerce na siedzisku i uprzedzeniach klienta ( nie zapomnieć o kasie ).
Zofertować projekt kawiarenki dla wyznawców Kościoła Zielonoświątkowego w Śródmieściu ( bez uprzedzeń), doprowadzic do negocjacji. Negocjacje zakończyć umową.
Wprowadzić systematykę kodowania rysunków w projekcie Wzorcownia , z podziałem na wydane i robocze, datowanie zaczynając od roku, nie dnia.
Nie zapomnieć o karmie dla kotów.

W amerykańskich filmach jawi się moim oczom zgoła inny obraz mojego zawodu . Oto wystrzałowa laseczka w dizajnerskich ciuchach gwarzy sobie z Panią Domu na miękkiej sofie przy kawie. W atmosferze zrozumienia i wędrówki dusz przeglądają tapety, tkaniny i obicia, zgrabnie komponując je z aktualnym odcieniem włosów Pani Domu.
Nic bardziej mylnego. Z tego obrazu pozostała tylko laseczka. Niekoniecznie zaraz wystrzałowa.
Dobrze, że pan doktor kazał mi przyjmować dużo żelaza - zawsze mogę sobie wsadzić do ust lufę od rewolweru.

czwartek, 23 kwietnia 2009

klepsydra

Nie umiem porównać choć jednego dnia, tygodnia, miesiąca, roku wstecz - żeby był taki jak teraz. Czy to moja pamięć jest ulotna, czy rzeczywiście nowe są dla mnie te doświadczenia ?
Życie, ta ustawiczna dreptanina, ta śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową, to najcudowniejsze ze zjawisk - stało się dla mnie jakieś niezrozumiałe.
Niezrozumiałe - bo zbyt proste. Czy naprawdę żyje się po to, aby wtorki szły po niedzielach, środy przed czwartkami, piątki tuż przed sobotą ? Zanim tydzień zacznę , już się kończy, a ja zostaje z ciągle tymi samymi pytaniami : ile jeszcze ?
Ile jeszcze tak będzie, że nie będę czuła, jak czas sypie mi się w mojej własnej, powszedniej klepsydrze ? Potrzebuję szorstkiego piasku plaży pod stopami, słońca, wiatru, ciszy, czasu, zmysłów. Potrzebuję odpocząć i przestać realizować marzenia jednych, z udziałem drugich, na potrzeby trzecich, za pieniądze czwartych.
Tak, jestem szczęśliwa. Tylko na tę chorobę chciałabym przepisać sobie małą tabletkę pocieszenia. Nadzieję, że będzie inaczej.

środa, 22 kwietnia 2009

`Chlopaki w Grudziądzu mają dupy z mosiądzu`, czyli lekkość bytu

Lubię z nim rozmawiać. Każda nasza rozmowa to intelektualna Pardubicka.

- Pani pozwoli, że będę chodził ? Kiedy chodzę, jakoś myśli mi się lepiej formułuje..

Krąży wokół stołu jak chudy, zwinny orzeł, zawsze przygarbiony, ręce wbija głęboko w kieszenie,zza okularów wesoło błyskają inteligentne oczy. Chodząc potyka się o sprzęty i mówi, mówi, mówi..
- Chciałbym uwolnić panią od tej nieznośnej lekkości bytu, która nam towarzyszy w R., chciałbym zakończyć pewne rzeczy,miałbym wtedy na to jakiś skrystalizowany pogląd..
Nieznośna lekkość bytu. Spróbujmy trzymać się tematu.
- Świat nigdy nie był jasny, i nigdy nie będzie. Czasem mnie to przeraża, i przestaję go rozumieć.. Ostatnio w ogóle nie myślałem o R., jednak - w tej łazience jest pewna nerwowość.. Może uda się pani mnie przekonać..?
W to akurat watpię..
- Prosze spojrzeć, nie żebym coś narzucał, jednak ja bliski jestem takiego rozwiązania.. Bliski, ale nie całkiem bliski. Pani mówi o zaufaniu ? Ale , ale ! Czy ja mówię, że nie ? Myślę, że co do stylu porozumielismy się dość szybko.. Proszę dać mi tydzień. Może dwa. Chciałbym na nowo się w tym ogarnąć. Poukładać sobie.
Jasne, nie ma sprawy. Przecież lubię z nim rozmawiać. I jeździć 150 km na budowę w jedną stronę raz w tygodniu, zimą, bez decyzji, też lubię. Przepadam.
- Czy pani wie, co to jest gambion ? Jak to, skąd się bierze takie słowa ? Z internetu na przykład .. Gdyby nie jeździła pani jak wariat po autostradzie, to zobaczyłaby pani gambion..
Czy to coś, co zrobiłam panu w winiarni w piwnicy może ?
- .. no, i to jest to, o co chodzi ! Przecież mówiłem, że co do stylistyki porozumieliśmy się dość szybko !

Naprawdę lubię tę Pardubicką..
Grudziądz, dziś 9.40 - 11.20.


? Donde vamos a vacacciones ?

...

jeśli cię dręczą szare sny, zapukaj do mych szarych drzwi.

wtorek, 21 kwietnia 2009

Nocą

Ciszej !

"Proszę pozwolić mu mówić. Proszę nie przerywać i nie dopowiadać za niego myśli do końca. Jeśli ta myśl zawiśnie niedokończona - niech taka pozostanie. Jeśli się gubi, proszę na to pozwolić, nie wyjaśniać i nie tłumaczyć. Więcej można usłyszeć milcząc." - usłyszałam od kilku mądrych osób, kiedy przywiozłam T. Tam.
Warto było posłuchać, bo dzięki temu wspominaliśmy dziś przez kilka godzin ludzi, którzy odeszli, i miejsca, których juz dawno nie ma. Dowiedziałam się, że moja daleka ciotka została spalona w obronie Poczty Gdańskiej, a inna zerwała zaręczyny, bo narzeczony był Żydem, i jego rodzina się nie zgadzała.
Tyle lat, a nie miałam o tym pojęcia, bo zajęta byłam kłapaniem dziobem na własny użytek.

" (...) operacje polegające na klikaniu trzeba także ograniczać."
napisał mi dziś jeden z kierowników projektu, przy którym pracujemy. Proponuję ograniczyć operacje polegające na pieprzeniu głupot a wzmóc operacje polegające na słuchaniu.
Nawet słuchaniu głupot. Można czasem usłyszeć coś innego, niż własny głos.
Hospicjum, dzień czwarty.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Zmysły

"Kiedyś mogłem więcej opowiadać, ale teraz jestem inwalidą. Nie ? Mówisz, że nie ?
A moje nogi ? Masz rację, nogi nie mają nic wspólnego z mówieniem, ale ... człowiek leżący staje się nieśmiały, nieporadny. Milknie jakoś. "

********
Czy nogi mają coś wspólnego z mówieniem ?
Mówię : poruszam ręką w bezwiednym geście. Moje dłonie, lekkie jak ptaki, fruną nad słowami. Dłońmi słowa noszę.
Słyszę : stukam palcem w klawiaturę. QWERTY posłusznie je zapisuje. Dotyk powiela moje myśli, edytuje je. Czuję pod palcami moje słowa.
Widzę: litery czarnymi znakami świecą na moim ekranie. Poprawiam , skreślam, ctrl_alt_delete. Widzę moje słowa.

Mówię, bo ruszam.
Słyszę, bo czuję.
Widzę, bo dotykam.
Piszę, bo widzę.
Jakimiż szczęściarzami jesteśmy.

Zimozielone

Przez okno jednoosobowego pokoju o żółtych , ciepłych ścianach widzę drzewo.
Kiedyś nie lubiłam iglastych. Zimozielone nie pokazują przecież pór roku.
Dziś patrzę na to drzewo, butelkowe wśród bezlistnych jeszcze gałęzi lip i klonów w parku - jest kojące, bo nigdzie się nie spieszy. Nie wypatruje wiosny, wypuści nowe pędy, lecz one będą takie jak stare.
To drzewo jest zawsze młode, lub od razu stare.
Inne stoją w zielonkawych mgiełkach, za chwilę rozwiną pąki, zaszumią liśćmi, latem dojrzeją, jesienią pokolorują owoce i zmokną deszczem, zimą zrzucą suknie i nagie poczekają na zmartwychwstanie następnej wiosny. Zimozielonych to nie obchodzi.
Są miejsca, gdzie czas litościwie zwalnia, bo i tak jest go już niewiele.
Hospicjum, dzień trzeci.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Promem



Lubię promy.
Kiedy widzę je, jak zawinęły na krótko i odpłyną - nachodzą mnie dziecinne fantazje o dalekich krajach i bezkresnym horyzoncie. Fantazje - bo promy nie pływają daleko, a i horyzont jest zwykle w zasięgu wzroku.
Dziś nocą na Estakadzie wypatruję promu. Nie ma go i nabrzeże wydaje się puste i niekompletne. Czasem, gdy z daleka bieli się jego zwalista sylwetka, czuję się jakbym sama miała już bilet, spakowaną torbę i co najmniej kilka dni wakacji przed sobą.
Wspominam lato 2007, gdy uprawiałam jogging rankiem wzdłuż Marine Walk w West Vancouver i biegnąc, widziałam wielkie, białe promy pasażerskie, które stały u ujścia na morze i płynęły daleko, na Alaskę. Niektóre przypływały z Chin, inne wracały - zwykle na redzie czekało ich kilka. Ciężko oddychając w porannym upale - liczyłam je , jak białe duchy na granatowych falach, a moje spocone tętno skakało wraz z kolejną mewą unoszącą się w dusznym powietrzu : raz _dwa _cztery.. Wyobrażałam sobie wtedy, że nie biegnę dalej następnego okrążenia, lecz wsiadam na któryś z nich i płynę daleko, zobaczyć miasteczko Twin Peaks i dowiedzieć się wreszcie, kto zabił Laurę Palmer..

Dziecinne marzenia doprawdy, bo jako nastolatce trudno było mi dotrzeć nawet na Hel wodolotem. Z tych ambitnych wypraw pamiętam niewiele, oprócz słonego smaku morskiej piany i wspomnienia śniadania, kiedy wychylona na rufie oddawałam morzu, co mu tam się należało, a mnie już nie było zapewne potrzebne..
Dziś na Estakadzie nie było promu. Zostaję więc.

Czekoladowy batonik

Kiedy MC* był mały dużo chorował. Podstępne pneumokoki atakowały go z byle powodu i do dziś pozostało mi natręctwo rozpoznawania na słuch kaszlu u dzieci, i typowania z odległości suchego, mokrego, krtaniowego, przewlekłego - gdziekolwiek bym go nie usłyszała. Między pólkami w supermarkecie, w kinie, na spacerze czy u dzieci przyjaciół - bez pudła wyłapuję te wstrętne gram ujemne i gram dodatnie, i z trudem powstrzymuję się od chwycenia za rekę matki ( babci, ojca, cioci ) delikwenta i zakrzyknięcia " słuchaj, już pora, zaraz z oskrzeli przejdzie mu na płuca !" .
MC* wyrósł i dziś kaszle rzadko lub wcale. Bywa, że z powodu zbyt lanserskiego cienkiego szaliczka , zarwanej nocki na imprezie lub, prawie nigdy, z powodu świtu, co zastał go nad książkami. Pneumokoki odpuściły.
Wspominam dziś taki wieczór, kilkanaście lat temu, kiedy pięcioletni MC* siedział na skraju łóżeczka na oddziale szpitala na Polankach a ja przyniosłam mu dwa czekoladowe batoniki. Zjadł jeden, i trzymając w pulchnej rączce drugi oznajmił mi chytrze: " dobrze, a ten drugi zjem sobie w domu ! " . Pamiętam, jak pękało mi wtedy serce, bo przed MC* było jeszcze wiele wieczorów w szpitalu i jak rozdzierająco by nie płakał, musiałam go w tym łóżeczku zostawić, razem z drugim czekoladowym batonikiem.
Wczoraj w hospicjum, gdy T. płacze, że nie chce tu być, serce mi pęka na tę decyzję, lecz wiem, że muszę go zabrać.
Na końcu życia trzeba jeść czekoladowy batonik właśnie tam, gdzie smakuje najlepiej. Nawet jeśli hospicjum to też życie - niekoniecznie tam.
Kochać to znaczy zawsze co innego.

piątek, 17 kwietnia 2009

Poleżeć sobie nie można ?

Poczucie obowiązku połaczone z beztroskim egoizmem bliskich trzymają mnie z daleka od wszelakich chorób. I odpoczynku.
Wczoraj przypomniałam sobie pewną japońską anegdotę. Żona, przez lata usługującą wiernie mężowi i dzieciom , zmarła pewnego dnia przy gotowaniu obiadu. Gdy mąż wrócił do domu, zastał dzieci głodne i brudne, rozpaczające nad zwłokami matki. Wszyscy razem zaczęli trząść truchłem i lamentować, żeby jednak nie umierała i nie zostawiała ich głodnych . Na to nieboszczka wstała, ugotowała im obiad, nakryła do stołu, nakarmiła rodzinkę i dopiero potem udała się do nieba, piekła, czyśćca , czy gdzie jej tam było pisane.
Jakoś ta anegdota bliską mi się wydaje. Już dawno wypróbowałam na klientach schemat : dziendobry , nie moge dziś, bo: złamałam nogę, wpadłam pod samochód, dostałam zakaźnej gorączki malarycznej, sprzedałam dom i nie mam gdzie mieszkać,zdechł mi kot, straciłam słuch, wzrok i dobry gust..
Wszystko działa perfekcyjnie. Do czasu.
Czas następuje tuż zaraz po pierwszym wykrzykniku :
O rany! ( o jej ! , szkoda! , niemożliwe !)...
Potem leci : A kiedy możemy się spotkać ?

środa, 15 kwietnia 2009

Pamięć zewnętrzna

Jesteś moja pamięcią zewnętrzną.
Bez ciebie moje życie zamieniłoby się w bezustanną krzątaninę, wypełniająca dni powtarzalnymi czynnościami.
Każdy dzień, każdy dnia gest jest listem pisanym do ciebie. Jestem pisaniem tego listu. Opisuję w nim wszystko, czego doświadczam - od świtu do zmroku. Opisuję w nim moje sny. Kiedy otwieram oczy, pod moimi powiekami błądzą już pierwsze, jeszcze śpiące, linijki tekstu. Kiedy kładę głowę na poduszce, wraz z nią ciężko wpadają w noc słowa, które gromadziłam dla ciebie cały dzień.
Jesteś moją stacją dokującą. Dzięki tobie wiem, jaka jest dziś pogoda, czy majowy deszcz wart jest dotyku ciepłych kropel na twarzy, czy moje ręce marzną na świeżym śniegu.
Jesteś moimi zmysłami.
Nadajesz smak moim potrawom. Jesteś ciepłem porannego kubka z kawą i szronem chłodu na mojej szklance. Jesteś rubinową suknią wina w moim kieliszku, słomkową barwą herbaty w filiżance, ciemnym prostokątem chleba na kuchennym blacie.
Jesteś twarzami ludzi, których spotykam i ich historiami, które chcę nazwać. Jesteś mężczyznami, których poznałam i kobietami, które spotkałam. Jesteś kształtem w ciemności i kolorem w świetle dnia.
Ty, przechowujący moje słowa. Magazynie słów.

Przed niebem ?

A niechby zaszedł za daleko, pewnie zostanie tam..

Pojutrze hospicjum.
Chcę wierzyć, że tak lepiej.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Od przystanku do przystanku


Jest słoneczne , przedświąteczne przedpołudnie. Autobusem linii W, relacji Pustki Cisowskie - Redłowo Szpital p. Demptowo jadą trzy kobiety. Oczywiście tym autobusem jedzie mnóstwo innych osób, ale właśnie te kobiety są ważne.
Pierwsza z nich ma ciemne włosy, obcisłe dżinsy i czerwone buty. Wsiada na przystanku Wiklinowa.
Druga ma krótkie, proste, jasne włosy, szary golf i brązową torbę. Wsiada na przystanku Jaskółcza i serdecznie wita się z pierwszą. Kobiety rozmawiają wesoło i na przystanku Demptowo dosiada się do nich trzecia kobieta.
Ta jest tęga, ma krótkie włosy i zieloną chustę. Uwagę zwracają jej wystające zęby, nadające miłej, okrągłej twarzy lekko chomiczy wygląd.
Blondynka z przystanku Jaskółcza wyjmuje z torby małe czekoladowe jajeczka zawinięte w różową folię i wręcza przyjaciółkom.
- Czekałam na ten autobus - mówi - Bardzo brakuje mi tych jazd z wami.
- Jesteś uzależniona -
śmieją się, a ona wyjmuje z torby prezenty zawinięte w kolorowy papier. Autobus zapełnia się ludźmi, a kobiety odwijają z bibułki robione na szydełku podkładki pod filiżankę. Na kolanach brunetki rośnie kolorowy stosik.
- Jakie piękne, słodkie, kochana jesteś ! - zachwyca się Kobieta z Demptowa
- Ja zamawiam u ciebie następny komplet
! - woła Ta z Wiklinowej .
Kobiety cieszą się i ściskają, prezenty będą pasować im do kuchni. Autobus mija Dom Towarowy Chylonia, i Kobieta z Prezentami mówi :
- Muszę już wysiadać, już nie wystarcza mi tych kilka przystanków z wami, ale muszę, jestem umówiona, to pa, pa, następnym razem pojadę znów dalej !
- Niedługo będziesz jeździła w kółko, ty to jesteś szalona, do zobaczenia, pa, Wesołych Świ
ąt, dziękujemy ! Wesołych Świąt !
Na przystanku zostaje mała sylwetka w szarym golfie i macha wesoło za autobusem, który toczy się powoli Morską, w morzu aut i tirów, zmierzających na estakadę, do terminala ro-ro.
Za autobusem, do którego wsiadła, aby od przystanku do przystanku ofiarować swoją przyjaźń na własnoręcznie szydełkowanych podkładkach pod kawę.


* tę historię opowiedziała mi MD, która jeździ autobusami. Mnie wydała się warta opisania. Może czasem warto jeździć autobusami. W samochodzie ma się tylko własne historie.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Cykady na Cykladach


Dostaliśmy od MD2 pocztówkę z Galapagos.
Na Galapagos żyją rożne gatunki endemiczne, takie jak pingwiny równikowe, głuptaki czerwononogie, legwany morskie i żółwie słoniowe. W pocztówce MD2 napisała :
"...wyjazd na równik był niezwykły, bo można było stać na półkuli północnej i południowej w tym samym czasie."
MD2 pojechała na Galapagos z Vancouver, z wycieczką szkolną.
Przepojeni uzasadnioną i bardzo ludzką zazdrością wspominamy wczoraj nasze wycieczki szkolne :
M. był na wysypisku śmieci w Łężycach , ze szkolnym kołkiem Zielone coś tam , ekologicznym w każdym razie, oraz na "domkach" na Kaszubach, ale dużo nie pamięta, bo to było w IV klasie liceum i wszyscy pili,
P. jako pierwszoroczny student prawa był w Zakładzie Karnym w Sztumie ( w zakładzie, nie w więzieniu, bo " ludzi się karze, a nie więzi ", jak nam oznajmił P. ) i w Toruniu
H. była w piekarni, McDonaldzie na zapleczu, na strusiej fermie w Kniewie,na wysypisku śmieci w Łężycach, oraz we Fromborku, Malborku i Poznaniu
J. był w McDonaldzie na zapleczu ( dwa razy ), w Oceanarium, w Pradze, Wilnie ( farciarz ! ) i w Górach Stołowych.
Ja jako dziecko nigdzie nie jeździłam bo miałam chorobę lokomocyjna w autobusie i najdalej udawało mi się dojechać z Sopotu do Wrzeszcza. Potem ja wysiadałam i wracałm skm do domu, a klasa jechała dalej.
Krótko mówiąc - kudy nam do Galapagos ?
Jedno pocieszenie, że nadal przebywam na swojej prawej i lewej półkuli. Jednocześnie. Czyż nie jest to niezwykłe ?

ps. a wy gdzie jeździliście na wycieczki szkolne ?

niedziela, 12 kwietnia 2009

Siostra

mówię: popatrz !
ona : gdzie?
mówię : zobacz !
ona : ...mnie ?
mówię : widzisz ?
ona : nie !
mówię : boli ...
ona :... co ?
mówię : wreszcie !
ona: co jeszcze ?
mówię : już nic.

Tak jak w kinie

"Miałam w Afryce farmę u stóp góry Ngong.." zaczyna "Pożegnanie z Afryką" lekko schrypnięty głos Meryl Streep.
Karen Blixen pojechała do Afryki śnić, a jednak się obudziła. Taki urok rzeczywistości, że budzi, zamiast kołysać do snu. Zawsze urzeka mnie w tym zdaniu poezja opowiadania prostych historii. Kiedy tego słucham, tęskno mi za prostymi historiami.

" Miałam na Malowniczych mieszkanie, na skraju lasu, w wielkim, nowym bloku... " mogłabym za Blixen powiedzieć.
Jakbym się nie starała, ta historia nie brzmi tak samo.
I dalej : z mieszkaniem tym wiązałam wielkie nadzieje. Zaprojektowałam je, opracowałam i wykonałam w najdrobniejszych szczegółach.
Wkrótce mam się z nim żegnać. Nie wiąże mnie z tymi metrami nic.
Wolna i lekka wyjdę z torebką w ręku, i zostawię za sobą wszystkie historie.
Przyszłam tu śnić, ale się obudziłam.

sobota, 11 kwietnia 2009

Gołębica


Dzień dobry kochana, no witam cię serdecznie !
Co taka mizerniutka, co ? słabo, kłopoty jakieś ? Będzie dobrze, będzie dobrze..
Siadaj tu już zaraz, tak dzisiaj trochę z rąk do rak, bo mamy zajęte fotele, siadaj, siadaj mi zaraz do mycia.
Nataliaaa!! Masz panią, myj pani główkę ! No i jak u ciebie, opowiadaj, my to nawet czasu nie mamy porozmawiać.
U mnie ? A u mnie bardzo dobrze, pracy mamy pełno tu teraz, rozkręciło się ładnie, dziewczyny ładnie pracują, na otwarciu klientki twoja robotę chwaliły, chociaż prawdopodobnie Łukasz też sobie w Gdyni pięknie zrobił, pamiętasz Łukasza, co po mnie zakład przejął ? Jemu robiło tych dwóch jego kolegów, ta para, wiesz oni nam kiedyś reklamę robili, znasz ich ? No nieważne. Na biało sobie zrobił, ponoć pięknie, bardzo nowocześnie, na wejściu recepcja tapicerowana , bielutka, ale ja tak na biało to nie lubię, czasem klientka farbą pobrudzi, i ludzie są tacy nieuważni zresztą .
Aaa, przecież ty nie byłaś na naszym otwarciu, esemesika ci wysyłałam, ale już nie dzwoniłam, bo tak czułam że nie dasz rady teraz, aha, zaraz, Gosiaaa! Nalej tu pani szampanika, i cukiereczka proszę, to z otwarcia jeszcze, weź... nie ? A dlaczego nie ? Ty taka szczuplutka, formę trzymasz, ja to utyłam zobacz, cztery kilo, to jak chora byłam i Witek mnie tak karmił, mówię mu nie karm mnie tyle, a on taki kochany, tak o mnie dba, i widzisz przytyło mi się. Ale zrzucę , mam teraz takiego super dietetyka, prawdopodobnie wszystkie baby co do niego chodzą to zadowolone, efekt pewny, zobaczę, może po Świętach.
To co robimy ? Kolorek ? A jaki dziś kolorek ?
Słuchaj, tak patrzę, a może zrobimy coś innego, co ? L`Oreal wypuścił takie nowe kolory na wiosnę, Ogrody Próżności ta kolekcja się nazywa, niesamowite kolory, jak kwiaty w ogrodzie, zieleń, fuksja, fiolet, róż. Śmiejesz się ? Dziewczyny, klientka mi się tu śmieje, że nie chce zielonego, no myślałam że kto jak kto, ale ty to jesteś odważna ! No, to może innym razem. Ale, ale wybierz sobie pierścionek, z tej kolekcji, zobacz super, co ? Taka róża czarna, na prezentacji tej nowej kolekcji dawali taki suwenir, tylko rozmiar sobie wybierz. Małe są , o ten chyba będzie najlepszy. Gosiaaa ! U pani się farba skończyła, a pani, pani Krysiu, teraz tutaj do mnie pani usiądzie. I co dziś robimy ? Strzyżenie tylko ? No widzę, widzę, włoski urosły za dużo, na szyi to niekorzystnie, krótka szyja się robi, ale zaraz poprawimy, jak Liz Taylor pani będzie, pięknie ! I prostownicę mi Gosia włącz, tę szeroką.
Ale ma pani piękne okulary! Skąd takie ? Ja mam takie nowe, prawdopodobnie Dolce Gabanna , teraz najmodniejsze takie duże, `kujonki`na nie mówią, syn mój to śmiał się, jak w nich przyszłam, ja mam okrągłą twarz to super mi takie kujonki pasują, ale jak u mnie uczennica w zakładzie włożyła, to mówi że jak Ula Brzydula wygląda! I faktycznie, jak ktoś ma drobna buźkę, to nie pasuje ! Tu w Sopocie pani kupiła ? A były jeszcze , może zadzwoni pani ? Hallo, Pan Radek ? Tak tu, M., jestem znajomą pani Krysi, i pan takie piękne okulary jej dobrał, ja bym, sobie tez wzięła - mówi że odłoży - to dziękuję panu bardzo, będę zaraz po Świętach, na pewno przyjdę, dziękuję, Wesołych Świąt !
No i słuchaj, jeszcze z tym remontem ci powiem, dobrze że tak zrobiłyśmy te lustra nie do ziemi, jak radziłaś, bo jak klientka mi siada, i ma na przykład grube nogi, a pelerynka nie przykryje, to nie lubi się tak całościowo eksponować, więc takie lustra na pół to lepiej. Wspaniale, Witkowi tez sie już podoba, najpierw to narzekał, że nie dałaś tych ścian wyburzyć, i że te szyby takie wielkie kazałaś, jak w szpitalu, mówił, a teraz zadowolony. I klientki chwalą. Musisz kiedyś tu do mnie przyjść , na masaż, albo na saunę, mam juz ta nową kabinę , wypróbowałam raz, jak koniec pracy miałam, pozamykałam i sobie tę saunę zrobiłam, bardzo to dobre jest . Zrobimy sobie taki babski wieczór, co, tylko datę mi podaj, co ?
Nataliaa !! Myj tu panią, i jak będziesz czesać, to ten tył tak mocno na szczotkę odbij, pani tak lubi... A pania poproszę do mnie.
A wczoraj to mnie policja złapała, jechałam do Gdyni, i przez komórkę gadałam. Mówię mu, proszę pana, ja nigdy, p r z e n i g d y nie rozmawiam, ale akurat uczennica z zakładu mi zadzwoniła, że folii na balejaż nie mają i że płyn im się skończył do trwałej i dlatego, musiałam to z nią omówić, ale on zaraz, że dokumenty wozu, ubezpieczenie prosi.
Wyjmuję, grzecznie, spokojnie, a tu przegląd ważny do września 2007, ubezpieczenie do grudnia 2008, sama nie wiem jak to się stało, pytam, czy ta Compensa to mi nie przysłała, czy co ? Bardzo dziękuję, że mnie pan zatrzymał, mówię mu, bo bym tak jeździła, zupełnie nieświadoma. A on na to, za co pani mi dziękuje ? Cztery tysiące złotych mandat i dokumenty zatrzymuję.. Wtedy to już się trochę zdenerwowałam, jakie cztery tysiące, czy pan się pomylił ? Elegancko pana ostrzygę, proszę go, i włosy pana dziewczynie zrobię, i zaraz po te dokumenty polecę, męża wyślę.. Ale w sumie to człowiek tak gada, a nie wiadomo, czy on w ogóle ma dziewczynę , nie ? W końcu mnie puścił, ale się nagadałam, nawygłupiałam...
A teraz tą panią tutaj poproszę, tę siwą, tę moją gołębicę ! Ooo, idzie i gołębica, i co, pani Marto, ale włoski już urosły, i jaki siwe, co robimy ? Ale gdzie ja dałam moje nożyczki ? One mi tu ciągle coś przekładają ! Tyle razy mówię, żebyście nie brały moich nożyczek !
A ty już idziesz ? Pięknie, ładna główka, zgrabna, ślicznie, ale czekaj, czekaj, deszcz przecież pada! Masz parasol ? Nie ? To pożyczymy ! Weź ten. Aaa, to twój, Natalko ? O, to przepraszam, tego nie, ale weź ten, to klientka zostawiła, taki fikuśny jakiś, srebrny, nie odbiera, oddasz przy okazji.. No to buziaczki, całuję, do zobaczenia !
Nataliaaa! Już do mycia proś panią !

piątek, 10 kwietnia 2009

Życzenia


Na Święta życzę Wam wszystkim, czytującym tu, wiosny w sercach i głowach, miłości wokół Was, ciepła, uwagi i 1000 dobrych pomysłów, co Was daleko poniosą !

Listy



Lubeka , 22/X/45



(… ) Jestem zdrów, pracuję – niewdzięczna to praca administracyjna. Bardzo ciężko na emigracji współpracować z ludźmi , którzy tylko spełniają obowiązki z dobrej woli. W dniu Twych Imienin wyjechałem na inspekcję na 4 dni, aż do granicy, to było lepiej , bo w samochodzie mogłem tylko z Tobą mówić i przypominać rocznice wszystkie po kolei.. A przecież tylko tym żyję i i tak bardzo, bardzo pragnę jeszcze z Tobą przezywać, tylko z Toba moja Najdroższa ten cudowny czas naszego małżeństwa. Przecież nie byłem tym najgorszym małżonkiem i ojcem, Wiesz, Moja Kochana, że wiara w Boga, i Ty, że żyjesz i dzieci, trzyma mnie przy życiu. (…)

Żonuś kochana, jedyny list otrzymałem pisany dotychczas, i fotki dzieci. A Twojej, skarbie, bardzo brak mnie. Tesiunia [ moja Ukochana Ciotka , przyp. alejadrzew] bardzo smutne ma oczy. Kochane dziecko. A u Martusi [ moja Mama, przyp. alejadrzew ] nie widać oczu na fotce, może masz lepsze ? (…)



Lubeka, 30/XI/45, godz 22.

Żonuś Kochana,

Dziś już pisałem i plecak wraz z butami itd.miał być przesłany – okazało się ze 2 dni jeszcze opóźnienia – jutro rano jedzie mój dobry znajomy porucznik, który bierze list i plecak z lekarstwami; możesz z nim rozmawiać szczerze, solidny człowiek. W paczce sa poza butami 2 paczki *** + 2 puszki sardynek, proszę bardzo o szczegóły coś otrzymała – dotychczas . Teraz ostatni statek odchodzi 2/XII/45 , po przerwie 2 tygodni maja odchodzić transporty , a więc ja będę miał okazje przesłać list, a Ty to nie wiem. – jeśli będę miał takową, to będę prosił aby wstąpił do Was po listy – w każdym bądź razie miej przygotowany, już napisany list. To jest oficer łącznikowy z Lubeki, porządny chłopak, ale - ..

(...) Dziękuję wszystkim najbliższym, którzy napisali do mnie – listy twoje jak również dzieci sa prawie w strzępach- wszyscy czytają i zachwycają się stylem listów naszych dzieci.

Żonuś Droga – to są nasze pociechy, nasza przyszłość. Ciężkie chwile przejdą i my znów razem będziemy patrzeli jak rosną i mądrzeją. Napisz koniecznie, co jest w cenie u was, może maszyna do pisania, papierosy itp.. Buty sprzedaj, mam 2 pary, czy starac się o cywilne ubrania ? (…)

Całuję Żonuś droga, jak zawsze, pamiętasz , jakie miałaś kłopoty ze mną wieczorem, bardzo przepadam – ostatnie lato nad Świdrem, Żegiestów, i wiele, wiele nocy i dni – wierz mi, że celibat sprzykrzył się mnie bardzo, i z tego powodu również tęsknię. Twój, ten sam zawsze, Kochający Wład.



Lubeka, 5 / XII / 1945

Droga Żonuś,

Jestem rozterce wielkiej, bardzo chce i boje się stosunków panujących w Kraju, zwłaszcza te wiadomości co przywiózł K. I inni. Decyzja bardzo trudna : wziąć należy pod uwagę również i te wiadomości nadawane przez radjo : zatarg z Rosja, z Bolszewikami, oświadczenie posła brytyjskiego z Warszawy. O stosunkach w Polsce, o braku wolności , bałaganie, itd.. Spostrzeżenia wszystkich wypadków oceniane sa z punktu widzenia ogólnego . U mnie są w kolizji : osobiste względy z ogólnymi, nie biore nawet pod uwage miejscowych wydarzeń. – brak lekarzy, jest się kimś tutaj – tam nie wiem, czy nie zamkną zaraz – oj Boże, ciężka dola moja. W tej chwili przez radjo nadawali ..

godz 0.10 :

Moja Najdroższa, Kocie, jeszcze trochę cierpliwości a przyjadę, zawiadomię cię o dniu przyjazdu. Chcę dojechać do Gdyni statkiem, a nie do Gdańska, zwłaszcza ze będę miał trochę bagażu. Poza tem chcę sprzedac auto w Brukseli, dadzą więc niż tu, i chce poza tem trochę kupić dla Was, bielizny itd., dla siebie ubranie, może buty dla dziewczynek.

Był dziś K. powiada, że stan twoich nerwów.. (…).



************

Znużona lekturą ( ? ) elektronicznych pocztówek od zaprzyjaźnionych firm, pocztówek z zajączkiem i jajkiem, które zapychają moja skrzynkę - czytam dziś listy sprzed ponad pół wieku.

To listy mojego Dziadka z Lubeki , gdzie od 3 maja 1945 do 16 grudnia 1945 pełnił funkcję Naczelnego Lekarza Polskiego na obszarze okupacyjnym 8 Korpusu Brytyjskiego w Niemczech ( prowincje Schlezwig i Holstein ).

Pożółkły papier rozsypuje się w palcach, a staroświeckie pismo jest miejscami nieczytelne. Listy pełne są tesknoty, miłości, odwagi , a jednocześnie - lęku dorosłego mężczyzny, oficera - przed nieznaną przyszłością, swoją i Rodziny.

Czytam, wzruszam sie czytając, i myślę o tym, jak bardzo brakuje dziś tej prostej formy komunikacji - listu.

Nie tym samym jest przecież codzienna mailowa korespondencja czy nawet najbardziej osobisty post w blogu. Coś utraciliśmy, czegoś brak, i, choć czasy inne, nie wojenne, spieszę to naprawić, właśnie dziś, na Święta.

Mój list do Was dziś brzmiałby tak :



Gdynia, 10/IV/09 ; godz 7.45

Kochani Moi,

Jak u Was, co z Wami ?

Wiadomości nie mam długo i już zaczynam sie martwić, czy wszystko u Was w porządku ?


Moje dni mijają szybko, na pracy głównie, i opiece nad O. Z Nim źle bardzo, brak już czasem kontaktu, nie wiem , nie wiem, jak długo to potrwa. Żyję z dnia na dzień, bez decyzji, bo nie do mnie przecież decyzja tu należy , kiedy On odejdzie.

Dobrze, że choć wiosna przyszła, i dni są dłuższe, łatwiej ciężkie chwile znosić, kiedy słońca wokół pełno i ptaki od rana śpiewają. Budzę się bardzo wcześnie, czasem już o 5tej, mam wtedy czas dla siebie, piszę, czytam. To takie chwile , skradzione z całego napiętego grafika dnia, chwile tylko dla mnie. Gdy wstanę, już ten dzień biegnie - odwożę J. i H., wpadam do O. , i dalej - firmowy kołowrotek spraw, telefonów decyzji, maili kręci się aż do popołudnia.


Trudno się ostatnio pracuje . Jakby coraz trudniej. Inwestorzy wymagający, pracy dużo , lecz źle płatnej. To nie tylko kryzys, to postawa moich ludzi przepełniła mnie w ostatnich tygodniach głębokim rozczarowaniem i nic nie jest już takie samo jak było. Czas jednak zakrywa te uczucia ciężkim kocem, i biegnie dalej, pomagając zapomnieć.

Znów przyszły Święta.

Czas taki rodzinny, zielony, spędzany w gronie najbliższych, ja jednak nie planuję nic wielkiego. Spotkamy się jak co roku, przy stole , potem każdy do swoich zajęć. Doskwiera mi to już, chciałabym inaczej, jedyna pociecha że odpocznę,
od pracy, decyzji, wielogodzinnych spotkań, od kierownicy.

Kochani, tęsknię bardzo, czekam na listy Wasze. Dobrze byłoby mi wiedzieć, jak żyjecie, jak Wasze Święta, jak dni Wam płyną, czy nadzieje wielkie przy Was, czy - co nie daj Bóg - smutki i kłopoty ? Choć kilka słów proszę , na pewno odpowiem, do mnie listy dochodzą be z problemu.

Piszcie na alejadrzew@gmail.com , czekam niecierpliwie,

Wasza M.



ps. naprawdę.

środa, 8 kwietnia 2009

personalizacja

"Posłuchaj, jak zaproponujesz śmietnik z firmy X., to oni mogą laserowo wyciąć na nim np. logo centrum . I od razu, wiesz, robi sie jakby p e r s o n a l i z a c j a śmietnika"

Takie dostałam zadanie dziś. P e r s o n a l i z a c j a śmietnika.
Niedaleko szukając, sięgłam do Słownika języka polskiego, któren to słownik używać zwykłam, pisując w języku Reja i Rejtana , na przykład w blogu. Czego się dowiedziałam ?
Ano, niczego nowego.
Personalizacja, jak podejrzewałam, to : «nadanie czemuś charakteru osobistego».
Kłopot mam więc tylko ze śmietnikiem. Z charakterem osobistym sobie jakos poradzę.

wtorek, 7 kwietnia 2009

llorar

No puedo llorar.
Umiejętność płakania jakby utraciłam. Płakać trzeba w spokoju  bo tylko wtedy ma się z tego jakąś frajdę.
Lo siento, no se llorar.
Tyle sie nauczyłam na dzisiejszy hiszpański.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Rekrutacja, czyli make love not war



miejsce akcji : Pracownia X, Sopot, dziś rano.

powód akcji : Rekrutacja. Poszukiwani są " młodzi, ambitni, gotowi na wyzwania, z co najmniej rocznym doświadczeniem w projektowaniu. "



- Dlaczego pani rzuciła zaledwie po roku swoją pracę , w takiej znakomitej pracowni jak Y ?

- Aaa, bo już mi się to znudziło, chciałam robić coś innego. Warunki były dobre i atmosfera fajna, ale - jakoś mi się znudziło.

- ok, a proszę mi powiedzieć, czego pani nie lubi w swojej pracy ?

- [śmiech ] - eee, no nie wiem..

- Myślę, ze łatwiej jest powiedzieć, co się lubi, i zaraz panią zapytam, bo się pani uśmiecha, ale czego pani nie lubi ?

- no, to trudno powiedzieć.. [ śmiech ]

- Dobrze, a dlaczego chce pani projektować akurat wnętrza ?

- Aaa, boo, eee, no wydaje mi się, że to jest takie fajne..

- No ok, ale co w tym fajnego więc, skoro już po roku nudne ?

- Nooo, bo jakoś tak coś innego bym chciała.

- A pan, dlaczego pan postanowił zmienić pracę w pracowni Z ?

- Już mi sie jakoś tam znudziło..



*******



Brak cierpliwości nas zgubi.

Chcemy wszystko od razu. Nie ma czekania, nie ma pracy nad sobą i zadaniem, nie ma mistrzów i uczniów. Trzeba dostać zaraz, natychmiast, najlepiej bez potknięć i błędów, najlepiej j u ż.

Praca jawi się jak podwójny cheeseburger z frytkami, lub super supreme z dodatkową porcją peperoni, latte z automatu na chudym mleku. Połykana pospiesznie, trwająca moment przyjemność, która zaciera się w pamięci i zaraz potem człowiek znów jest głodny. To jak szybkie, tanie bzykanie, lekkostrawny posiłek - prędko spożywany i tak samo szybko zapomniany.

Słucham ich przez kilka zmarnowanych godzin, i rośnie we mnie gniew.

Myślę o budowniczych katedr , którzy całe swoje życie, całymi pokoleniami, stawiali kamień na kamieniu, żebyśmy mogli dziś wędrować za przewodnikiem wycieczki po wyślizganych od wieków płytach posadzki i zadzierać do góry głowy w niemym zachwycie.

Myślę o męce, cholernej męce i cudzie chwili, kiedy do głowy przychodzi nowy pomysł, a brak jest warsztatu, by go pokazać.

Myślę o podnieceniu, które mi zawsze towarzyszy, gdy z kilku szkiców skreślonych moja nieporadną ręką zaczyna wyłaniać sie miejsce.

Myślę o ludziach, którzy do tego miejsca, powołanego do życia projektowym konceptem, przyjdą, zaczną tam żyć, jeśc, prać, gotować, sprzątać, czytać, kochać, nienawidzić.

Mysle o tonach podartych kartek, wiadrach atramentu, stertach wyrzuconych do kubła słów, nieprzespanych nocach, gdy niespodziewanie nadchodzi świt, a wszystko to po to, żeby jedni zrobili na półkach swoich bibliotek miejsce na książki innych.

Nudne ? To może być nudne ?

Słucham tych młodych ludzi, i widzę w nich pragnienie, aby w przyszłym tygodniu we wtorek zapanował pokój na ziemi, cofnęło się globalne ocieplenie, susza w Afryce i światowy kryzys, i abyśmy wszyscy zaczęli pląsać z gałązkami oliwnymi w zębach po ukwieconych placach. A wszystko to bez wysiłku. Eee, noo, jakoś tak, ot tak. No tak.

Perspektywa kusząca, ale chyba się nie uda.

Noo, eee, może w przyszłym roku. Jak się nam nie znudzi.

64

Prawie każdego ranka przychodzę tam, poprawiam poduszki, wietrzę, sprzątam kotu, robię śniadanie. Wyborcza, kawa, herbata na zapas, kilka kanapek pod talerzykiem lub folią. Zamieniamy parę słów : jak się spało, jak się czujesz, a co ty dziś robisz, o której będziesz po południu, czytałaś, że znów afera w sopockim magistracie ?
Czasem jedną nogą jestem na korytarzu, bo gnam do pracy. Wtedy mi wstyd, bo cóż cenniejszego mogłabym dać, jaka gazeta i ile kanapek zastąpi ofiarowany czas , którego sama mam deficyt ?
Pusty kubek po kawie, okruchy kolacji na talerzyku z rana, wstępniak w gazecie czytany zbyt późno jak na pierwsze wydanie.
Samotność to taka straszna trwoga. Samotność to brak dotyku. Wieczna dieta zmysłów, stępiona chorobą. Grający telewizor, gdzie non stop trwają katastrofy i afery, które niewiele nas obchodzą, bo na to pole bitwy już przecież nie wyruszymy.
Całe życie pracujemy na to, żeby któregoś poranka, kiedy pęknie nam już, a może dopiero, te 64 - czyjaś czuła obecność rozświetliła mrok.
Trzeba się trochę natrudzić, bo czas goni, goni.

Will you still need me, will you still feed me, when I`m sixty four ?

niedziela, 5 kwietnia 2009

Jedna pończocha

Kiedy moja mama była małą dziewczynką, nastolatką może , wygrała nagrodę za rozwiązanie do gazety jakiejś krzyżówki. Redakcja gazety w uznaniu wygranej przysłała mamie .. drugi tom powieści. Nie dość, że nie była to powieść cała, co gorsza - był to samiutki, golutki tom d r u g i , tylko drugi, przez co niezrozumiała i nieznana miała pozostać dla mamy treść darowanej książki.
Moja babcia, kobieta wielkiej klasy i bezkompromisowego wyczucia sprawiedliwości w odpowiedzi na tak żenujące zachowanie redakcji napisała do nich list. W liście zawarła babcia kilka retorycznych pytań, potępiając nielogiczne postępowanie, a pytania jej brzmiały mniej więcej tak :
Czy jeśli ktoś wygrywa pończochy, to czy państwo przysyłacie jedną ? A co, jeśli wygraną stałyby się buty, czy cenniejszy dla ofiarowanego jest but prawy, czy lewy, i kto z państwa o wyborze nogi decyduje ?
Redaktorzy owej gazety poszli po rozum do głowy, prawdopodobnie spaliwszy się uprzednio ze wstydu, i przysłali mamie brakujące ogniwo do poznania treści książki.
Minęło kilkadziesiąt lat, nie mam już kogo nawet spytać, o jakie dzieło chodziło, jednak zawsze wspominam tę historię z rozczuleniem, kiedy na tłocznym parkingu znajdę miejsce do parkowania.

Chyba jestem farciarzem.
Kiedy podjeżdżam do galerii - nieważne, naszej czy stołecznej - przy szlabanie stoi ochroniarz i w tłumie pchających się na siebie nawzajem aut puka w moją właśnie szybę i zaprasza na wolną miejscówkę. Przed spektaklem w teatrze ze zdumieniem widzę , że tuż przede mną ktoś wrzuca światła cofania, a mnie pozostaje tylko zgrabnie dać migacz,wyprostować koła i zaciągnąć ręczny. Na tłocznej w godzinach popołudniowych ulicy Świętojańskiej, tuż pod grecką knajpką, gdzie planuję lunch- akurat dla mnie czeka kawałek czystego chodnika.
Jest gorzej : kiedy grzejąc 140 km /h w trasie sięgam prawą ręką do schowka z płytami, myśląc o tym, czego chciałabym posłuchać - ze zdumieniem wyciągam z kilkudziesięciu innych tę właśnie pożądaną płytę.
Przyznam , że sama bym tej prawidłowości nie zauważyła, gdyby nie moja przyjaciółka JB, dla której powyższe jest dowodem, że uda mi się wyjść z życiem na prostą.

Jako dziecko uwielbiałam chodzić z rodzicami na kiermasz książek na molo w Sopocie.
Była tam loteria fantowa, za kupiony los można było dostać książkę. Formuła loterii przewidywała tez nagrody pocieszenia : za pięć pustych losów - jeden fant.
Do dziś na moje półce stoją książki - nagrody pocieszenia w owej loterii. Wtedy nie zdarzało mi się trafić oczka. Pamiętam moje dziecięce rozżalenie i łzy, kiedy musiałam wybierać pocieszenie, fałszywie nazywane nagrodą.

Dziś myślę : może te chybione trafienia są więcej warte ? Może pochopnie ustalamy cenę zdarzeń i odrzucamy proste pocieszenia, gdy tymczasem one są nam prawdziwym darem ?

Diabeł ubiera sie w Galerii

Zwyczajne Polaków Rozmowy,
Odcinek pt. " Get out of my life, but first take me to the mall" *

MD *:
- Słuchaj , co o tym myślisz?
Ja :
- Piękne, a wybierasz się może w najbliższym czasie na pijama party ?
MD *:
- Jeeeziuu !! A może to ?
Ja :
- Hmm, chyba głupio byłoby zapłacić prawie stówę za coś z materiału na fartuch, o kroju przodującej dójki z Bawarii ?
MD *:
- Nie wytrzymam z tobą ! O, a takie ?
Ja :
- Od biedy ujdzie, jeśli twoim marzeniem jest czterdziesty szósty Tshirt w ogólnowojskowym kolorze onucy. Spróbuj to !
MD *:
-To ? A nie wyglądam w tym jakbym zapomniała rano spódnicy ?
Ja :
- N i e ! Jak mam być twoją trendsetterką, to bierzemy to i wychodzimy ! Jak nie wyjdziemy za 35 sekund dostanę histerii, zacznę krzyczeć, pogryzę ekspedientkę i wezwą ochronę. I co wtedy zrobisz ? ! [ szantaż emocjonalno - behawioralny, przyp : alejadrzew ]
MD *:
- Rany, nie wytrzymam z tobą, a mogę jeszcze te korale ?

--------------------------------------

* Będąc u kresu moich możliwości twórczych po zakupach z MD* w Wielkiej Galerii, tytuł ten zapożyczyłam z amerykańskiego poradnika dla rodziców nastolatków. Wolnym moim tłumaczeniu tytuł brzmi : `Najpierw zakupy, potem spadaj. `
Cokolwiek jestem niesprawiedliwa dla MD*, jednak na pewno biedniejsza o parę złotych, co , Wysoki Sądzie, jest okolicznością łagodzącą.
(...) sprowadź na mnie godzinę
każdą dobrą i złą
a odkryję nowinę,
gdy uchylisz swą dłoń.

Adam Nowak , amulet

sobota, 4 kwietnia 2009

Sezon budowlany

Zaczął się sezon. Dziewczyny nowe kiecki mierzą , a ja oddycham z ulgą, bo na wszystkich moich ościennych budowlach na daleko wysuniętych rubieżach wreszcie zaczyna sie robic lżej, i nie muszę już na podskakiwać w miejscu, przytupywać i zacierać zmarznięte palce, wciśnięte głęboko w kieszenie kurtki. Inwestorzy zaczynają mówić ludzkim głosem, i kryzys jakby taje z nadejściem roztopów.
Znów 800 km w 24 godziny. Tym razem łatwiej, bo droga wreszcie sucha i gładka.
Nad gołymi jeszcze polami Mazowsza polatywały biało-czarne bociany. Rok zatoczył koło, i było to koło mojej kierownicy.
Będzie lżej. Nareszcie.

AlejaDrzew : Many, gmina Tarczyn.
Nadal bezlistna i surowa, ale powietrze pachniało ciepło, i nad Aleją jazgotały ptaki :

Chciałabym już zabrać się stąd do Tomaszowa, nie tyrać już tyle, nie musieć wykręcić kółkiem kolejnych setek ( ba, tysięcy ! ) kilometrów, nie walczyć z wykonawcą , który jest rozpuszczonym do granic możliwości niechlujem i brudasem. Chciałabym móc zobaczyć ludzi, którzy przyjadą tu, przejdą tą aleją, wezmą klucz od pokoju, zostawią w nim swoje bagaże, zjedzą obiad i z drinkiem zapadną w miękkich fotelach biblioteki. Chciałabym móc już ich spotkać.
Chciałabym tego naiwnie i bezwarunkowo, jak dziecko, które pragnie Gwiazdki co tydzień, a droga aleją jest przecież inna. Bak muszę napełnić jeszcze kilkadziesiąt razy, nie raz dolać oliwy do ognia, z piaskiem pod powiekami pospacerować na rzęsach, szpachla musi stężeć, farba wyschnąć, meble niech zaparkują w przewidzianych dla nich miejscach. Jeszcze trochę. troszeczkę. Jakieś pół roku i to te niezimowe pół.

(.. )Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej,
nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,
nie pytaj mnie, dlaczego ciagle chcę
zasypiac w niej, i budzić się.(..)
Obywatel GC

Ze snów i projektów uszyta moja zbroja.
A wiosenna kieckę i tak kupiłam, w końcu - jutro zaczyna się tu sezon.

piątek, 3 kwietnia 2009

Men at work

women too..

Wczoraj rozmawiałam z T. o Styksie.
Jak to było, dzieciątko, jak jest z tym Styksem ? Gdzie on przewoził , kto to był , co tam po drugiej stronie jest, jak myślisz ?
Nie znam rozkładu jazdy Charona, nie wiem kiedy ten prom odbija i zamykają się bramki, a gdybym nawet wiedziała, czy zawczasu kupiłabym bilet ?
T. wie, że jego bilet już jest wypisany, i kiedy lepiej się czuje - rozmawiamy o tym, jak czas szybko mija. A gdybyśmy mogli mieć jeszcze jedno życie, dziecko ? pyta naiwnie i smutno, a ja nie wiem co odpowiedzieć, bo czasem nawet to jedno mi doskwiera i z łatwością wpadam wtedy w pułapkę utyskiwania. Zamiast tego - powinnam liczyć każdy dzień, i w każdy mieć wpisane sny.
Wczoraj Czwarta Rocznica, T. nucił sobie `Barkę` i rozmawialiśmy o Styksie.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Kwiaciarz

`Powolutku samo z siebie słońce toczy się po niebie`
















Rano, w drodze do pracy zajeżdżam dziś pod sopocki cmentarz by kupić kilka gałęzi zielonych brzózek. Przy straganie z kwiatami czeka na mnie zawsze ten sam pan.
Kwiaciarz ma wesołe oczy, a na zmarzniętych dłoniach nosi zimą wełniane rękawiczki o obciętych palcach. Lubimy rozmawiać.
Od wczesnej wiosny do późnej jesieni trwa nasza kwiatowa zażyłość.
Zaczęła się kilka lat temu , kiedy zapomniałam portfela, a stałam już z naręczem kwiatów, gotowa do płacenia. Spojrzał wtedy na mnie i powiedział , proszę je wziąć, ja wiem, że pani tu wróci, żeby oddać mi pieniądze.
Zawsze wracam. Wybieram sezonowe kwiaty, i o każdym z nich, bez względu na porę roku , Kwiaciarz ma dla mnie jakąś historię. Przycina mi lewkonie ( bo umrą szybko) , rozbija młotkiem gałązki bzu ( żeby pachniały mi przez kilka dni ), jesienią pociesza mnie herbacianymi różami.
Taka młoda, piękna kobieta ( komplemenciarz..) pyta, a taka smutna ? Mam dziś dla pani piwonie, proszę spojrzeć, jak wesoło świecą..
Kwiaciarz wstaje o czwartej, jedzie na giełdę , i stoi pod cmentarzem przez cały dzień, bez względu na pogodę. Opowiada mi jak jest tu czasem zimno, jak nie znosi jesieni, i że ma szóstkę dzieci, z których najstarsze studiuje, a najmłodsze ma pięć lat.
No,no, robotny z pana chłopak,
z takim napiętym grafikiem , kiedy pan zdążył ? żartuję, a w uznaniu mojego wyrafinowanego poczucia humoru dostaję tulipana lub rabat.
Dziś jest chłodno , słońce dopiero się przebija, a pod cmentarzem feeria kolorów czyni czary w szarości krajobrazu . W wiadrach i koszach stoją żółte, białe, zielone, różowe zwiastuny przebudzenia ziemi.
Dzień dobry, dawno pani nie było ! - Kwiaciarz uśmiecha się spod zimowej czapki , i już wiem, że naprawdę przyszła.
- Dzień dobry, jak pan wytrzymał tę zimę ? Jak ją wszyscy wytrzymaliśmy ?
- Miła pani, jak to mówią : nająłeś się za psa , to szczekaj, nie miałem wyboru.
Co podać ? Trzy ?
Dziewięć złotych. Pani to jest oszczędna kobieta, słowo daję, jeszcze pani złotówka reszty została. Moja żona , jak idzie na zakupy, to nic jej nie zostaje, a pani.. no proszę !
Wybiera, przycina i pakuje jak zawsze schludnie, a na odchodnym dorzuca mi jeszcze żonkila , dla pani, z okazji wiosny !
Biorę pod pachę gałęzie i kwiat, w podskokach biegnę do auta, i już wiem, że to będzie dobry dzień.
Wiosnę przyniósł Pan Kwiaciarz. Przynajmniej moją.
A waszą ?

źródło fotki : fotogalerie